Podziemna

Armia III RP

My, wszyscy jak tu siedzimy, jesteśmy Podziemną Armią, która powraca po to, żeby powiedzieć o tamtych. Żeby pamięć o nich nie zaginęła. Bo mamy dzieci, bo mamy wnuki, bo mamy zobowiązania wobec Polski.
Jesteśmy armią w warunkach III RP. Nie zbrojną, tylko armią uzbrojoną w pamięć historyczną. Tę pamięć przenosimy na młode pokolenia. I to jest ostatni rozkaz...

Prof. Jan Żaryn, Warszawa 2 marca 2013

Bóg

Bóg - Honor - OjczyznaOdniesieniem naszych wszystkich działań jest Pan Bóg, a inspiracje do działania czerpiemy z polskiej tradycji katolickiej i patriotycznej. Gromadzimy się wokół Polskiej Misji Katolickiej w Essen.

Honor

Bóg - Honor - OjczyznaHonor wpisany jest w polską kulturę, której dziedzictwo pielęgnujemy. Dzisiaj honoru patriotycznej części naszego Narodu broni m.in. Gazeta Polska, dlatego tworzymy w Essen Klub Gazety Polskiej.

Ojczyzna

Bóg - Honor - Ojczyzna„Ojczyzna to wielki zbiorowy obowiązek" (C.K. Norwid). Staramy się go wykonywać jak najlepiej potrafimy, tworząc w Niemczech enklawę polskości, a na tych stronach dzieląc się informacjami o naszej działalności oraz wieściami z Polski.



Publikacje

Krucjata Różańcowa za Ojczyznę

Strony Patriotyczne

noan-art

Błąd
  • Błąd podczas ładowania danych z kanału informacyjnego
  • Błąd podczas ładowania danych z kanału informacyjnego
  • Błąd podczas ładowania danych z kanału informacyjnego

Wiadomości Prosto z Polski

niezalezna

 

 

Pch24.pl na polacy w essen.de

 

     

Radio Maryja na polacywessen.de

 

 

Tygodnik Niedziela

     

blogpress.pl na polacywessen.de

  • „Stan wojenny dokładnie prześledziłem na podstawie dokumentów z posiedzeń Komitetu Obrony Kraju. To była instytucja o której Polacy nic nie wiedzieli. Spędziłem w sekretariacie KOK prawie rok czasu. Dostałem pozwolenie na zrobienie dokładnej kwerendy archiwalnej i to mnie po prostu przeraziło co tam zastałem, dlatego, że oni na forum KOK byli sobą. Nic nie wychodziło na zewnątrz, to była ich instytucja. Są oni tam, że tak powiem, "bardziej bandyccy". Tam się tego nie owija w jakąś ideologię, oni tam mówią takim kodem otwartym: to zlikwidować, to przyciąć, tych wywieźć. To są ludzie którzy nie mieli żadnych skrupułów. [...] Oni chcieli zrobić stan wojenny i go zrobili. - mówił Lech Kowalski w czasie spotkania w klubie Ronina w 2012 roku. Ten film powstał z potrzeby dopowiedzenia istotnych rzeczy, których nie udało nam się umieścić w poprzednim filmie, czyli stan wojenny jako najważniejszy moment w biografii towarzysza Jaruzelskiego. Dysponując siedemdziesięcioma minutami na całą biografię i do tego żeby jeszcze w tle umieścić historię Polski - z czegoś trzeba było zrezygnować.” „To nie jest film historyczny, tam jest kamień węgielny położony pod to co dzisiaj mamy, czyli sprywatyzowany PRL z ogólnie dostępnymi Pewexami.” - powiedział Robert Kaczmarek. Notka: http://blogpress.pl/node/11529

  • Słuchałam exposé nowego premiera Mateusza Morawieckiego. Nie usłyszałam nic, czego nie mówiła wcześniej premier Beata Szydło, czego nie byłoby w programie jej rządu. I dobrze, bo to był dobry program i trzeba go kontynuować. Jedyna różnica, to doskonałe przygotowanie piarowskie. Każda część zapowiedzi działań programowych kończyła się wdzięcznym bon motem. Wszystko okraszone symboliką walki z komuną Solidarności Walczącej i mającym wycisnąć patriotyczne łzy przywołaniem siedzącego w ławie poselskiej ojca. Atmosfera euforii wśród posłów Klubu Parlamentarnego PiS i wściekłość opozycji, chamskie okrzyki, mimo że na galerii siedział korpus dyplomatyczny. Szkoda, że dyplomaci nie pozostali na czas debaty, bo zobaczyliby prawdziwy obraz polskiego Sejmu i prymitywizm niektórych posłów. Gdzieś tam w tym samym czasie obradował Senat nad uchwalonymi przez Sejm ustawami reformy sądownictwa autorstwa prezydenta, a pod Senatem garstka chuliganów, podpuszczana przez senatorów opozycji, atakowała policję. Wszędzie można traktować łobuzów pałami, tylko nie u nas. Bo jakby to wyglądało, gdyby w świat poszły zdjęcia akcji policyjnej w wigilię rocznicy wypowiedzenia wojny narodowi przez juntę Jaruzelskiego. Przez moment wydawało się wszystkim, że to już koniec, że teraz rząd zajmie się pracą. Urzędnicy odetchną z ulgą, bo nie będzie wymiany kadrowej, nowych dyrektorów, kierowników, wojewodów, kolegów z piaskownicy na miejsce poprzedniej ekipy. Ale nie. Nic z tego. Prezes ogłosił, że nastąpi w styczniu głęboka rekonstrukcja rządu z naciskiem na określenie – głęboka. Do kogo to było adresowane? Do prezydenta, ministrów, opozycji, zagranicy? Nie wątpię, że to był przekaz zaplanowany przez prezesa w określonym celu. Adresat zapewne usłyszał to, ale po co nam taka informacja, skoro nie uczestniczymy świadomie w grach politycznych, a jedynie jesteśmy manipulowani i bombardowani sprzecznymi dywagacjami dziennikarzy i polityków? Czy dziennikarze ośmielą się o to zapytać? Wątpię. Sami będą tworzyć odpowiedzi. Nie zadaje się niewygodnych pytań. I dotyczy to wszystkich dziennikarzy również tych z TVN czy Polsatu. Co by to było, gdyby gromada dziennikarzy polowała na wywiad z szefem Kancelarii Prezydenta i zapytała o udział Andrzeja Dudy w fecie Polsatu u boku Piotra Kroka, Piotra Podgórskiego, Zygmunta Solorza – Żaka, TW Zyg. w jednej osobie? Jak czuł się w towarzystwie właściciela stacji telewizyjnej opluwającej rząd ugrupowania, z którego wystartował do prezydentury i jego samego? Co by było, gdyby dociekliwy dziennikarz na korytarzu Senatu zapytał marszałka Karczewskiego, dlaczego zamiast w Teatrze Polskim ze swoimi partyjnymi koleżankami i kolegami świętował razem z prezydentem galę Polsatu? Straciłby dziennikarz pracę? Nie twierdzę, że wybrana przez nas władza ma się z każdego działania nam spowiadać. Są sprawy, które załatwia się za zamkniętymi drzwiami i ustala, co może przeniknąć do opinii publicznej. Nie znaczy to jednak, że z obowiązku patrzenia rządzącym na ręce zwolnieni są dziennikarze. Gdybym chciała zamiast informacji propagandową papkę, oglądałabym od rana do wieczora TVN 24 czy Polsat. Płacę abonament, tymczasem zamiast wiadomości mam wyreżyserowany spektakl propagandowy. I nie ma to znaczenia, że akurat wspierający dobrą zmianę. Bo ktoś wciąż traktuje mnie, widza, obserwatora tego spektaklu z pogardą sądząc, że nie mam prawa do rzetelnej informacji, bo jej nie zrozumiem, ale można manipulować moimi emocjami i wychodzi na to, że, kto pyta, ten błądzi. To zupełnie tak jak wtedy, gdy ważyły się losy Traktatu Lizbońskiego. Odegrano przed nami sztukę teatralną z oczekiwaniem na wyniki powtórnego referendum w Irlandii, choć zdrowy rozsądek nakazywał wsparcie Irlandii ogłoszeniem referendum w Polsce. Nie zrobiono tego, bo podobno jesteśmy za głupi, jak stwierdziła Danuta Hubner, by decydować o tak poważnych sprawach. Zadziwiająca zgodność rządzących z Brukselą. Nie wątpię, że prezydentem Lechem Kaczyńskim kierowały dobre dla Polski motywy działania, ale czy trzeba było udawać, kombinować? Nie wystarczyło powiedzieć wprost. Podpiszę, bo nie chcę, by Polska była izolowana? Wtedy moglibyśmy się spierać, dyskutować merytorycznie a nie pod wpływem emocji. I teraz jest podobnie. A jak nie kupujemy narzucanej dezinformacji, to jesteśmy głupimi niewdzięcznikami, którzy nie ufają prezesowi. Naprawdę nikogo z Prawa i Sprawiedliwości nie razi zrobienie z TVP i Polskiego Radia tuby propagandowej?! Zamiast dociekać, pytać, spieramy się czy słusznie, czy nie, czy dobrze, jeszcze lepiej... itd. ale bez żadnej wiedzy o kulisach gry w całej sprawie. Odpowiadamy za polityków, piszemy im usprawiedliwienia. Krzyczymy na tych, którzy pytają, bo przecież nasi, bo trzeba mieć zaufanie do Jarosława Kaczyńskiego. Nie twierdzę, że nie, ale nie pozwalajmy się tak łatwo zbywać. Pytajmy i nie odpowiadajmy za nich. Nie jest żadnym wstydem, powiedzieć – Nie wiem. Chcę wiedzieć, a jak nie możecie powiedzieć, to nie manipulujcie mną. Kupujemy wszystko jak leci, choć nawet dziecko zadałoby pytania. Dlaczego? I dlaczego w takim stylu? I dlaczego takie huśtanie nastrojami społecznymi i dokładanie napięcia do awantur opozycji? Jeśli nie chciano nas wtajemniczać, bo nie można, bo gra toczy się, to czy trzeba dolewać oliwy do ognia? Po latach kolejne pokolenie dowie się prawdy, nowi propagandziści będą uzasadniać, krytykować i dziwić się, że łykaliśmy to wszytko bez zastrzeżeń. Dziś wszyscy pytający o sens ostatnich wydarzeń politycznych odsyłani są do diabła, bo podobno nie ufają, pomagają opozycji itd, itp. Co rozsądniejsi nie piszą jednak laurek. Przyznają, że nie rozumieją sytuacji i wstrzymują się z oceną. Tylko czy dano nam wybór postawy wobec kolejnego grudniowego spektaklu, tym razem również udziałem zjednoczonej prawicy? Czy wolno nam pytać; po co, dlaczego i czy na pewno zjednoczona? Czy pytania mają sens? Nie chcę mieć łatwych propagandowych i spiskowych odpowiedzi, chcę być jedynie szanowana, a nie manipulowana bez względu na to czy robi to opozycja czy władza. _______________________________________________ Ilustracja: http://s.tvp.pl/images/f/6/d/uid_f6deab34b359e1d8bf7a9376c6e2bfab1512658... Zapraszam do słuchania audycja 900 (czwartkowa)

  • Spotkanie Krakowskiego Klubu Wtorkowego w Pubie Róg Brackiej i Reformackiej, ul. Reformacka 3 we wtorek, 12 grudnia 2017 r. „Krótki bilans Polski tranzytowej”. Gościem Klubu był Waldemar Żyszkiewicz (poeta, dramatopisarz i scenarzysta, dziennikarz i publicysta). Spotkanie prowadził Krystian Kratiuk (dziennikarz, publicysta, redaktor nacz. portalu PCh24.pl).

  • Książę Lubomirski, konsekwentnie zachowując postawę apolityczną, okazał się znakomitym prezydentem Warszawy. Potrafił znakomicie godzić racje przedstawicieli przeciwstawnych sobie obozów politycznych w stolicy. „Jest to najpiękniejsza może karta w jego życiu – pisał Witold Kamieniecki - . Trzeba było niezwykłego taktu, aby nie doprowadzać na każdym kroku do zatargów z okupacyjnymi władzami niemieckimi, a jednocześnie bronić interesów miasta i ludności. Z nieustraszoną odwagą, zachowując nienaruszoną godność narodową i osobistą, wywiązywał się książę-prezydent ze swych obowiązków w sposób znakomity. Ogromna popularność była mu zasłużoną nagrodą”. Szczególnie sprawnie książę radził sobie w stosunkach z mieszkańcami stolicy. Miał wyjątkowe wyczucie sytuacji, dzięki któremu potrafił zdobywać serce tłumów. W zwyczajnych kontaktach międzyludzkich był „miły, szczery i koleżeński”, błyskotliwy w pogawędce z „ripostą szybką i odruchową”. Wychodził na miasto, aby „wejść w kontakt z bieżącymi wypadkami i pulsem stolicy”. Nie bał się trudnych sytuacji, wręcz przeciwnie, to właśnie one pobudzały go i motywowały. Potrafił, w czasie rozruchów wywołanych głodem, wyjść do tłumu oraz zwyczajnie z nim porozmawiać i uspokoić. Nic dziwnego, że warszawiacy uwielbiali go, wielokrotnie zaznaczając swoje poparcie dla niego okrzykami: „Niech żyje książę-prezydent!”. Podobne wiwaty usłyszał Lubomirski podczas wielkiej patriotycznej manifestacji z okazji 125-lecia uchwalenia Konstytucji 3 Maja. „Miał szalone powodzenie – notowała Maria Lubomirska – Z balkonów obsypywano go kwiatami i wywoływano nieustannie: «Niech żyje prezydent książę – nasz książę Lubomirski – kochany Lubomirski», a nawet przyszły król Polski. To ostatnie z ust niewieścich przy pękach kwiatów”. Uroczystość zrobiła ogromne wrażenie na społeczeństwie polskim i władzach okupacyjnych. Ulicami Warszawy przeszło blisko 200 tysięcy mieszkańców stolicy. Niebagatelną rolę w przygotowaniach odegrał książę, który w trakcie rozmów na temat uroczystości „podkreślał, że obchód nie powinien w żadnym szczególe mieć charakteru germanofilskiego”. W odpowiedzi poseł Michał Łempicki zaznaczył, że tak samo „ żadne przemówienie nie powinno mieć odcienia rusofilskiego. Na tę uwagę prezydent odpowiedział dłuższym przemówieniem dowodzącym, że on nigdy nie był zwolennikiem Rosji”. Relacja ta potwierdza przemianę, jaka nastąpiła w poglądach księcia. Tym bardziej, że organizacja wcześniej tak surowo zabranianego przez Rosjan święta, miała pewien wydźwięk antyrosyjski. Przebieg uroczystości 3 maja zrobił wrażenie także na von Beselerze, który przekonał się do kompetencji Lubomirskiego. Generał-gubernator zezwolił nie tylko na funkcjonowanie polskiego szkolnictwa, ale zaopiekował się archiwami warszawskimi tworząc Cesarski Zarząd Archiwalny na czele z Adolfem Warshauerem, a także pozwolił działać Radzie Głównej Opiekuńczej pod przewodnictwem Adama Ronikiera. Od momentu pierwszych wyborów w maju 1916 roku warszawska Rada Miejska oraz Lubomirski zyskali nowe uprawnienia. Odtąd spośród dwóch burmistrzów (zastępców prezydenta), jednego wskazywały władze okupacyjne (wybrano ponownie Drzewieckiego), drugiego wybierał książę (wybór padł na Zygmunta Chmielewskiego). W tym czasie przestał istnieć Komitet Obywatelski, który przekształcił się w magistrat. Generał-gubernator relacje polsko-niemieckie postrzegał przez pryzmat koncepcji Mitteleuropy – utworzenia w Europie Środkowej niewielkich organizmów państwowych połączonych z Niemcami siecią powiązań gospodarczych i kulturowych. Jednocześnie jako wojskowy chciał zorganizować i dowodzić armią polską. Naciski von Beselera na rząd, odnośnie pozyskania milionów rekrutów z ziem polskich, wywarły w 1916 roku wpływ na decyzję Berlina o wydaniu wspólnie z Wiedniem aktu 5 listopada. Kanclerz Theobald Bethmann-Hollweg już w kwietniu 1916 roku podczas obrad parlamentu stwierdził dobitnie: „Życie nie zawraca wstecz. Nie było zamiarem Niemiec ani Austro-Węgier stawiać kwestii Polski. Postawił ją los bitew. Teraz ona jest i domaga się rozstrzygnięcia”. Podstawy rozwiązania kwestii polskiej ustalono na konferencji w Wiedniu w sierpniu 1916 roku, w czasie której postanowiono m.in., że państwo polskie będzie samodzielnym królestwem o ustroju konstytucyjnym utworzonym wraz z końcem wojny. Książę Lubomirski odmówił jednak uczestnictwa w delegacji, która podczas wizyty w Berlinie miała wyrazić formalne życzenie utworzenia państwa polskiego. Na tę decyzję prezydenta wpływ miała presja szefa warszawskiej policji Ernesta von Glasenapa, aby magistrat – wobec fiaska dobrowolnego zaciągu - wsparł niemieckie starania o pozyskanie polskich robotników. Książę Lubomirski odmówił. W tej sytuacji von Beseler wezwał do siebie prezydenta na rozmowę. Pomimo gróźb generał-gubernatora Lubomirski nie ugiął się. „Polskich rządów im się chce – wołał von Beseler na kolejnym spotkaniu – Ja Wam pokażę cały ciężar pięści generała niemieckiego wykonującego z całą bezwzględnością prawa wojenne. Panowie żądają i zapominają, że Wam tylko prosić wolno. Wszystko coście otrzymali było tylko moją łaską”. Lubomirski nie zmienił jednak swojej postawy. W dniu 5 listopada 1916 roku zgromadzeni w sali kolumnowej Zamku Królewskiego wysłuchali treść manifestu odczytanego przez von Beselera w języku niemieckim i Hutten-Czapskiego po polsku. Tego samego dnia na posiedzeniu Rady Miejskiej rektor Uniwersytetu Brudziński zakończył swoje przemówienie wznosząc okrzyk: „Wielka i Niepodległa, jednością i duchem silna Ojczyzna, nasza najmilsza niech żyje”. Tłum pod wpływem emocji zaczął skandować kolejne hasła: „Niech żyje Polska od morza do morza” i „Niech żyje Poznań”. Te ostatnie słowa szczególnie gorliwie wykrzykiwał książę-prezydent, na co Hutten-Czapski „skromnie i milcząco spuścił oczy”. Zdzisław Lubomirski komentując nową sytuację w wywiadzie dla szwajcarskiego dziennikarza Edmonda Privata podkreślił, iż „cały kraj żąda niepodległości. Należy, aby to za granicą zrozumiano. Wszyscy kochamy Anglię i Francję i oczekiwaliśmy słów zachęty z ich strony. Odpowiedź Rosji i jej aliantów na proklamację austro-niemiecką spotkała się z niech niechęcią najlepszych ich przyjaciół w Polsce (…) Mamy wszelkie podstawy nieufania żadnym przyrzeczeniom i przede wszystkim liczymy na własną siłę narodową. To jest to właśnie, o czym zapomnieli nasi przyjaciele, którzy wyemigrowali za granicę, którzy nie chcą brać w rachubę tego, co się w kraju dzieje (…). Możesz Pan stwierdzić, że my wszyscy tutaj pracujemy dla niepodległości i wyrazi Pan wolę narodu, głosząc to za granicą”. W tym czasie Józef Piłsudski w liście do płka Edwarda Rydza-Śmigłego wskazał, iż „po raz pierwszy w tej wojnie światowej dzisiaj w miastach naszych publicznie z ust przedstawicieli wielkich armii-narodów padają zapomniane poza Polską słowa: Niepodległość Polski, Rząd Polski, Wojsko Polskie. Za te słowa ongiś umierali na polach bitew nasi ojcowie i dziadowie, z tym szliśmy po kryjomu, nieraz z ofiarą własnej wolności czy nawet życia, tworzyć podwaliny ich istotnej treści, te same słowa próbowaliśmy wymówić w imieniu Polski pamiętnego dnia 6 sierpnia 1914 roku”. Podczas gdy Polacy oczekiwali stworzenia realnego zalążka państwowości polskiej w postaci rządu bądź sejmu, to wydanie decyzji werbunkowej przez von Beselera musiało zostać odebrane jako próba wyzyskania za wszelką cenę zasobów ludzkich Królestwa. Generał-gubernator naciskał także na Lubomirskiego w sprawie poparcia powołania polskiej armii. Wysłał do niego szefa zarządu cywilnego Wolfganga von Kriesa, któremu książę-prezydent odpowiedział, że stworzenie wojska polskiego byłoby jednym z atrybutów państwowości, a ponadto nie chciałby wysyłać polskiego żołnierza przeciwko Rosji. Ostatecznie generał-gubernator wycofał się z tej fatalnej decyzji, a na początku grudnia wraz z generał- gubernatorem austro-węgierskim ogłosił rozporządzenie o Tymczasowej Radzie Stanu. Von Beseler ustąpił ostatecznie również w kwestii Legionów, którym notorycznie odmawiano wejścia do stolicy. W dniu 1 grudnia, po raz pierwszy od powstania listopadowego, wojsko polskie pod dowództwem Stanisława Szeptyckiego wkroczyło do Warszawy. Niewiele później przybył tu także Piłsudski, który 13 grudnia 1916 roku spotkał się z von Beselerem oraz prezydentem Lubomirskim. O ile rozmowa z von Beselerem wywołała obustronną, znaczną niechęć, to przypadku księcia obaj panowie przypadli sobie do gustu, zgadzając się, że zasadniczym celem Polski była niepodległość, a wobec Niemców powinno się „jedynie politykować”. Komendant wprost zadeklarował: : „Proszę Księcia, my możemy we dwóch wziąć teraz Polskę za łeb”. Lubomirski powściągliwie odpowiedział: „Panie komendancie, można wszystko razem zrobić, ale na współpracę trzeba mieć do siebie bezwzględne zaufanie. Pan do mnie może ma zaufanie, ale przekonanie moje, że Pan uchodzi za socjalistę, mnie powstrzymuje”. Piłsudski stwierdził na to: „Ja nie jestem wcale socjalistą”. Wbrew naciskom Lubomirski odrzucił możliwość wejścia do TRS. „To nie była żadna władza – stwierdził później – Niemcy chcieli mieć tylko dowód, że Polacy idą z nimi”. Był świadom, że rada ta stanowiła jedynie pewien organ autonomiczny, a zadania jakie przed sobą postawiła, czyli „możliwie rychłe przygotowanie sejmu prawodawczego oraz opracowanie konstytucyjnego ustroju państwa” i „utworzenie licznej, bitnej a karnej armii polskiej” w tamtym czasie nie były osiągalne. Jednocześnie wysłał list do cara, w którym zaznaczał, iż „Pomny zaciągniętego zobowiązania, dotąd z narażeniem życia stałem niezłomnie na obranym stanowisku. Lecz zmieniły się czasy, jestem Polakiem, woła mnie Ojczyzna – usuwając się od ofiarowanych mi rządów, mogę mojej najdroższej sprawie zaszkodzić – zaś biorąc na siebie odpowiedzialność, mogę powstrzymać od błędów daleko idących. (…) Stoję na dogmacie niezależnej Polski, jestem przeciwnikiem wojska i wypowiadania wojny Rosji – od tego chciałbym obronić”. W odpowiedzi Mikołaj II, przekazanej za pośrednictwem Władysława Wielopolskiego, podkreślił, iż „mam do niego zaufanie i proszę go, aby robił wszystko co uzna za pożyteczne dla dobra kraju”. CDN.

  • W najbliższy wtorek, 12 grudnia, zapraszamy na spotkanie z red. Waldemarem Żyszkiewiczem w Krakowie! Zaprasza Krakowski Klub Wtorkowy.     Tematem przewodnim będzie książka "Krótki bilans Polski tranzytowej".     Książkę można kupić m.in. w Księgarni Multibook.pl   

 

MOŻNA TAKŻE POSŁUCHAĆ

 

 

 

 

Niezależna Gazeta Opolska w polacywessen.de

  • Od wielu miesięcy strona internetowa www.kędzierzynkozle.pl witała mieszkańców i gości z zewnątrz informacją o możliwości wymiany pieców starego typu z dopłatą pieniężną od samorządu Kędzierzyna-Koźla. Dzisiaj tej informacji na oficjalnej stronie miasta Kędzierzyn-Koźle już nie  ma. Dlaczego? Nie wiemy. Wiemy za to, że „usta prezydenty” Nowosielskiej, Jarosław Jurkowski, ma bardzo dużo pracy, mimo wsparcia jego […]

  • Oglądam właśnie „Minęła 20” z udziałem P_osła Marcina Święcickiego. Na miejscu posłów Andruszkiewicza i pozostałych wstałbym od stołu i wyszedł już po pierwszym zdaniu pana Święcickiego, gdyż hańbą jest pokazywanie się w obecności kogoś takiego.Pan Święcicki to wydarzenie: gotów był nazwać, ba praktycznie nazwał kulturalnym wydarzeniem. A to, że nie zareagował na to, gdy UBywatele […]

  • Włoski dziennikarz międzynarodowego serwisu motorsport.com Roberto Chinchero napisał, że Robert Kubica nie zostanie drugim kierowcą zespołu Williams. Jak podał, brytyjski team Formuły 1 wybrał Rosjanina Siergieja Sirotkina. „Oficjalne potwierdzenie powinno zostać ogłoszone w najbliższych dniach” – napisał Chinchero i dodał: „To koniec historii z powrotem Roberta Kubicy do Formuły 1”.26 listopada w Abu Zabi odbył […]

  Solidarni 2010 w poalcewessen.de

 

  • Drodzy Przyjaciele, spotkajmy się i zapalmy znicze w miejscu powstającego pomnika Armii Krajowej u stóp Wawelu. Pokażmy władzom, że stoimy murem za inicjatywą ostatnich żyjących bohaterów. Bądźcie teraz z nami!

  • O tym, jak wyglądała dla wielu Polaków czarna noc 12/13 grudnia 1981 roku pisze w wydanej  przed kilkoma dniami opowieści o stanie wojennym Marek Baterowicz. Oto jeden z fragmentów książki "Ziarno wschodzi w ranie" (I wydanie w 1992 roku w Sydney).

  • Pięć lat temu ogłosiliśmy konkurs pt. „Wojna z narodem- 13.12.81. Ofiarom stanu wojennego” . Od kilku dni zamieszczamy nagrodzone wówczas prace. Pamięć o czasie stanu wojennego jest żywa w nas-świadkach, ale pilnujmy, by tamte tragiczne wydarzenia stały się także

  • Tragedie rodzin, internowania, zabójstwa (liczba ofiar wciąż jest nieznana i trudna do oszacowania), cierpienie całego narodu. Mija dzisiaj 36. lat od dnia, w którym Wojciech Jaruzelski - rzekomo obawiając się radzieckiej interwencji w Polsce - wprowadził na terenie

 

 

 


 

 

 

 

   

 

 

 

 

Kto nas ogląda

Odwiedza nas 15 gości oraz 0 użytkowników.

Radio Maryja u nas na żywo

Jeżeli chcesz posłuchać Radia Maryja, kliknij na poniższy obrazek

Radio Maryja na steonie www.polacywessen.de