PodziemnaArmia III RP |
My, wszyscy jak tu siedzimy, jesteśmy Podziemną Armią, która powraca po to, żeby powiedzieć o tamtych. Żeby pamięć o nich nie zaginęła. Bo mamy dzieci, bo mamy wnuki, bo mamy zobowiązania wobec Polski. Prof. Jan Żaryn, Warszawa 2 marca 2013 |
List pasterski biskupów greckokatolickich jest kolejnym krokiem wstecz w sprawie pojednania
W minionym tygodniu zostały opublikowane dwa teksty, które nie tylko zaprzeczają prawdzie, ale są kolejnymi policzkami wymierzonymi rodzinom pomordowanych Polaków. Pierwszy z nich to artykuł w rosyjskim miesięczniku "Zagadki historii". Neguje on odpowiedzialność Józefa Stalina i zbrodniczej NKWD za mord na polskich oficerach w 1940 r., powtarzając stare brednie z epoki Nikity Chruszczowa i Leonida Breżniewa.
Drugi tekst to list pasterski sygnowany przez greckokatolickiego abp. Światosława Szewczuka. W swoim ostatnim felietonie pt. "Cerkiew niegotowa do pojednania" pisałem, że fiaskiem zakończyło się opracowanie wspólnego listu ukraińskich biskupów rzymsko- i greckokatolickich z okazji 70. rocznicy Krwawej Niedzieli na Wołyniu. Przytoczyłem też wypowiedzi abp. Mieczysława Mokrzyckiego ze Lwowa, który tłumaczył, dlaczego odmówił podpisania się pod projektami przygotowanymi przez stronę greckokatolicką.
Decyzja abp. Mokrzyckiego okazała się słuszna, bo czytając ww. list pasterski, ma się wrażenie, że ukraińska Cerkiew, tak jak Rosja putinowska, nie jest w stanie wyjść z epoki obłudy i zakłamania. Wiele zdań tego listu nie tylko urąga prawdzie, ale i wykopuje kolejne rowy pomiędzy duchownymi ukraińskimi - bądź co bądź katolickimi - a rodzinami ofiar należącymi do obrządku rzymskokatolickiego. Szczególny sprzeciw budzi sformułowanie o "bratobójczej wojnie 1943 r. na Wołyniu".
Jaka wojna? 11 lipca 1943 r. oddziały UPA (prawie wszyscy dowódcy byli grekokatolikami), wspierane przez uzbrojoną tzw. czerń, napadły na sto polskich wiosek, mordując w barbarzyński sposób tysiące katolików łacińskich, zgromadzonych w kościołach na niedzielnych mszach św. Zamordowano także kapłanów, np. ks. Karola Barana, którego mołojcy spod znaku tryzuba przepiłowali na pół, szydząc przy tym z Matki Bożej, która nie przyszła mu na pomoc. Mordowani nie mieli żadnej broni, nie byli żołnierzami, lecz zwykłymi chłopami.
Takich przekłamań w liście pasterskim jest wiele. Jest to więc kolejny krok wstecz w sprawie pojednania, za co Cerkiew greckokatolicka ponosi moralną odpowiedzialność. Także za to, że do tej pory nie ma odwagi powiedzieć prawdy o zaangażowaniu części jej duchownych w ludobójczą działalność UPA i SS Galizien. Tutaj autorzy listu mogliby podać sobie ręce z tymi, którzy zamiatają pod dywan sprawy pedofilii, lobby homoseksualnego czy współpracy z komunistyczną bezpieką.
ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Źródło http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=7561
Tekst ukazał się 20 marca 2013 r. w tygodniku Gazeta Polska