Podziemna

Armia III RP

My, wszyscy jak tu siedzimy, jesteśmy Podziemną Armią, która powraca po to, żeby powiedzieć o tamtych. Żeby pamięć o nich nie zaginęła. Bo mamy dzieci, bo mamy wnuki, bo mamy zobowiązania wobec Polski.
Jesteśmy armią w warunkach III RP. Nie zbrojną, tylko armią uzbrojoną w pamięć historyczną. Tę pamięć przenosimy na młode pokolenia. I to jest ostatni rozkaz...

Prof. Jan Żaryn, Warszawa 2 marca 2013

Bóg

Bóg - Honor - OjczyznaOdniesieniem naszych wszystkich działań jest Pan Bóg, a inspiracje do działania czerpiemy z polskiej tradycji katolickiej i patriotycznej. Gromadzimy się wokół Polskiej Misji Katolickiej w Essen.

Honor

Bóg - Honor - OjczyznaHonor wpisany jest w polską kulturę, której dziedzictwo pielęgnujemy. Dzisiaj honoru patriotycznej części naszego Narodu broni m.in. Gazeta Polska, dlatego tworzymy w Essen Klub Gazety Polskiej.

Ojczyzna

Bóg - Honor - Ojczyzna„Ojczyzna to wielki zbiorowy obowiązek" (C.K. Norwid). Staramy się go wykonywać jak najlepiej potrafimy, tworząc w Niemczech enklawę polskości, a na tych stronach dzieląc się informacjami o naszej działalności oraz wieściami z Polski.



Publikacje

Krucjata Różańcowa za Ojczyznę

Strony Patriotyczne

noan-art

Car czytać nie pozwala

Uroczystości w Moskwie zaplanowane na 7 listopada br. najlepiej pokażą, ile warte jest tzw. pojednanie polsko-rosyjskie

Niedawno jeden z księży archidiecezji białostockiej, na terenie której swoje siedziby ma wiele parafii i prawosławnych, relacjonował, że w tamtejszych cerkwiach nie odczytano w czasie liturgii przesłania podpisanego przez abp. Józefa Michalika i patriarchę Cyryla I. Dlatego wierni prawosławni wiedzą o tym przesłaniu nie od swoich duchownych, lecz z telewizji lub od swoich sąsiadów katolików. Chciałoby się powiedzieć, że to kwadratura koła o wydźwięku ekumenicznym.

 

Przesłanie nie zostało przeczytane także w cerkwiach w Rosji oraz na Białorusi i Ukrainie. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze dlatego, że patriarchatem moskiewskim i podległymi mu diecezjami, także tymi leżącymi poza granicami państwa rosyjskiego, nadal trzęsie Kreml, a ścisłej mówiąc, car Władimir I Putin. On to wzorem swoich poprzedników, zarówno carów z dynastii Rurykowiczów i Romanów, jak i pierwszych sekretarzy KPZR (że nie wspomnę o szefach Czeka i NKWD), manipuluje sprawami kościelnymi, jak się tylko da. Po drugie, tzw. pojednanie ma wymiar polityczny, a samo jego podpisanie, które odbyło się w asyście państwowego establishmentu, też było wydarzeniem bardziej politycznym niż religijnym.

Czy prawosławni władycy zdobędą się w końcu na odwagę, aby w czasie niedzielnych liturgii odczytać we wszystkich cerkwiach wspomniany tekst, tak jak to nakazali uczynić w swoich kościołach biskupi rzymskokatoliccy? Chyba nie, bo to wymagałoby przeciwstawienia się carowi, a do tego ani patriarcha Cyryl I, który swoją karierę zawdzięcza współpracy z KGB, ani jego podwładni nie są zdolni. Oczywiście wśród duchownych prawosławnych jest wielu uczciwych i prawych ludzi, którzy autentycznie żyją zasadami Ewangelii. Jednak sama Cerkiew nie dojrzała jeszcze do tego, aby wyrwać się spod podległości władzy świeckiej. I to jest wielkim dramatem chrześcijaństwa wschodniego.

Prawdziwym testem na stan relacji polsko-rosyjskich będą wielkie uroczystości, które szykują się 7 listopada br. Niektórzy czytelnicy tę datę z pewnością skojarzą z rocznicą wybuchu rewolucji bolszewickiej. Jednak nie o nią będzie chodzić. Od lat bowiem pod tą datą świętuje się rocznicę kapitulacji wojsk polsko-litewskich, które przez rok broniły się w oblężonym Kremlu. Kapitulacja ta miała miejsce 7 listopada 1612 r., więc tegoroczna rocznica będzie okrągła. Z pewnością stanie się okazją dla Putina do zamanifestowania potęgi "matuszki" Rosji i niechęci do "wrażego" Zachodu, którego wojska tyle razy chciały zająć Moskwę.

Udział Polski i Litwy w wydarzeniach sprzed czterystu lat, zwanych Wielką Smutą, nie jest tym, czym moglibyśmy się dzisiaj szczycić, choć szarża husarii pod Kłuszynem w 1610 r. i zdobycie Smoleńska (a później jego skuteczna obrona przez dzielnego króla Władysława IV) należą do naszych wielkich zwycięstw. Jednak w porównaniu z najazdami rosyjskimi, które rozpoczęły się już w 1654 r. i trwały przez blisko 300 lat, owe wydarzenia wydają się nieproporcjonalne. Polska opinia publiczna powinna jednak uważnie śledzić to, co za niecały miesiąc będzie się działo na placu Czerwonym i w cerkwi katedralnej Cyryla I. Czy w tych uroczystościach wezmą udział przedstawiciele polskich władz? Czy ktoś z nich będzie przepraszać "w imieniu całego narodu polskiego" za Powstanie Styczniowe lub za to, że w 1920 r. Warszawa nie rozwarła szeroko swoich bram przed "miłującymi pokój" wojskami Tuchaczewskiego i Budionnego? A może na płaszczyźnie kościelnej padną przeprosiny za Unię Brzeską z 1596 r. lub za utworzenie za pontyfikatu Jana Pawła II diecezji rzymskokatolickich w Rosji? Przecież od tej ostatniej decyzji papieskiej niedawno publicznie dystansował się prymas senior kard. Józef Glemp.

Na koniec dobra wiadomość. Radni Miasta Przemyśla, na wniosek kilku organizacji społecznych, nadali nowo powstałemu skrzyżowaniu nazwę Rondo im. Ofiar Wołynia. Takich upamiętnień w Polsce jest bardzo niewiele, więc inne miejscowości powinny brać przykład od samorządowców znad Sanu.

 ks.Isakowicz-Zaleski

Tekst ukazał się w tygodniku Gazeta Polska, 10 października 2012 r.

Źródło http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=88&nid=6850

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież